Kategoria: Polska

  • 🇵🇱 Sprzedani za uścisk dłoni i euro. Ale nie złamali nam kręgosłupa.

    Od 13 lat mieszkam i pracuję w Holandii.
    Zaczynałem jak wielu – z rękami do pracy, sercem do walki i cichą nadzieją, że coś się w końcu ułoży.
    Dziś jestem menadżerem. Ale pamiętam, jak wyglądało to wszystko od środka.
    Pamiętam, jak wyglądało bycie „tym z Polski” – tanim, dyspozycyjnym, czasem przezroczystym.

    Ale jeszcze bardziej boli mnie coś innego:
    To, jak wielu Polaków zaczęło patrzeć na samych siebie dokładnie w ten sam sposób.
    Jakbyśmy się sami kupili za te kilka euro więcej.

    Wmówili nam, że polskość to wstyd

    Zrobiono nam pranie mózgu.
    Nie kijem – kulturą.
    Nie przemocą – językiem.
    Nie cenzurą – szyderą.

    Po transformacji 1989 roku media, uczelnie, instytucje opiniotwórcze nie trafiły w ręce ludzi wolnych – trafiły w ręce tych, którzy wcześniej służyli.
    Nie Polsce. Innemu układowi.

    I ci ludzie przez ostatnie 30 lat budowali przekaz:

    „My jesteśmy nowocześni, otwarci i europejscy. A ci inni? To wstydliwa reszta.”

    Polak wierzący – to zaścianek.
    Polak dumny – to nacjonalista.
    Polak pracowity – to frajer bez ambicji.

    Ktoś musiał sprzątać ich podwórka

    Tu, w Holandii, Belgii, Niemczech – nikt się nie wstydzi zatrudnić Polaka do najcięższej roboty.
    To nie przypadek.

    Polak stał się potrzebny. Ale nie jako partner. Jako narzędzie.
    Ma pracować. Ma nie pytać. Ma nie walczyć o swoje.
    Ma być „lepszym Ukraińcem”, „tańszym Niemcem”, „bardziej dyspozycyjnym Hindusem”.

    I wielu z nas w to weszło.
    Nie z wygody. Z konieczności.
    Bo w Polsce zabrakło przestrzeni z godnością.

    I jak to opakowali?

    Zamiast powiedzieć wprost, że sprzedano nas jako tanią siłę roboczą, sprzedali nam bajki:
    • „mobilność zawodowa”
    • „nowe perspektywy”
    • „otwarte granice”

    A jak ktoś wyjechał, to jeszcze mówili, że „radzi sobie świetnie”.
    Tyle że nikt nie dodał, jakim kosztem.
    Z dala od rodziny, po godzinach, bez języka, bez wsparcia.

    I z piętnem – bo wracając do kraju, byłeś już kimś z zewnątrz.
    Nie z elity. Nie z salonu.
    Z paczki, która „wyjechała na zmywak”.

    Dziś jestem menadżerem. Ale nie zapomniałem, skąd jestem

    Nie jestem „kimś lepszym”.
    Jestem gościem, który miał odwagę próbować.
    Który przeszedł przez to samo, co wielu innych – i dziś chce być takim przełożonym, jakiego sam kiedyś potrzebował.

    Kimś, kto:
    • nie patrzy z góry,
    • nie udaje, że wszystko zawdzięcza tylko sobie,
    • i nie kupuje tej taniej narracji o „fajnych” i „niefajnych” Polakach.

    Bo wiem, jak to jest zaciskać zęby, żeby nie dać się złamać.
    Wiem, jak to jest nie spać po nocach, bo nie wiadomo, czy się uda.
    I wiem też, że warto – ale tylko wtedy, kiedy zachowasz twarz.

    Ostatnie wybory pokazały to jak w soczewce

    Nie trzeba było dużo, żeby zobaczyć, kto dziś pociąga za sznurki.
    Wystarczyło spojrzeć, jak media postkomunistyczne i mainstreamowe zorganizowały pokazowy przemysł pogardy.

    Kandydatów, którzy nie pasowali do układu, którzy nie chcieli dalej sprzedawać Polski kawałek po kawałku – zrównano z błotem.
    Nie dyskutowano z nimi.
    Ich niszczono.
    Cynicznie. Bezczelnie. Profesjonalnie.

    Nie chodziło o poglądy.
    Chodziło o to, żeby nikt spoza systemu nie śmiał marzyć o wpływie.

    I wielu ludzi, podpiętych do telewizorów z napisem „otwartość”, nawet nie zauważyło, że od lat są tresowani, nie informowani.
    Że ich wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się inne zdanie.

    Ale wiesz co?

    Mimo tego wszystkiego – nie pękliśmy.
    Polacy za granicą:
    • zakładają firmy,
    • uczą dzieci języków,
    • pomagają sobie,
    • ratują twarze kraju, który kiedyś ich zawiódł.

    Nie jesteśmy już tanią siłą roboczą.
    Jesteśmy siłą, która ma głos, ma doświadczenie i nie boi się mówić.

    Dlatego piszę ten tekst

    Bo mam dość wstydu, który nam wciśnięto.
    Dość podziału na „lepszych” i „gorszych” Polaków.
    Dość udawania, że wszystko było OK, skoro nie było.

    Jestem Polakiem.
    Nie z reklamówki. Nie z teledysku. Nie z przemówienia.
    Z życia. Z decyzji. Z odwagi.

    I choć 13 lat temu musiałem wyjechać – dziś mówię to z dumą.
    Nie pękłem. Nie zdradziłem. Nie udaję kogoś innego.

    I to znaczy dla mnie więcej niż paszport.